Wiadomości

Farmy wiatrowe, czyli o co te kłótnie?

Protestujący przeciw budowie farm wiatrowych w Rozdrażewie i Koźminie Wlkp. liczą na wsparcie Ministerstwa Środowiska, w którym trwają prace nad nowymi przepisami zwiększającymi odległość wiatraków od zabudowań

Fot.: archiwum

Protestujący przeciw budowie farm wiatrowych w Rozdrażewie i Koźminie Wlkp. liczą na wsparcie Ministerstwa Środowiska, w którym trwają prace nad nowymi przepisami zwiększającymi odległość wiatraków od zabudowań

Protestujący przeciw budowie farm wiatrowych w Rozdrażewie i Koźminie Wlkp. liczą na wsparcie Ministerstwa Środowiska, w którym trwają prace nad nowymi przepisami zwiększającymi odległość wiatraków od zabudowań.

Wielkopolska ma ambicję bycia odnotowywaną w czołówce regionów z największą liczbą elektrowni wiatrowych. Ambicja ta jest o tyle zaskakująca, że województwo należy do najbardziej płaskich w kraju, a wiadomo skądinąd, że turbiny wiatrowe najlepiej się sprawdzają na terenach górzystych, pagórkowatych, ewe-ntualnie nadmorskich. O skali woli i zaangażowania samorządów gminnych w proces „uwia-trakowania” świadczy fakt, że farmy wiatrowe, przynajmniej w  planach, mają powstać w gminach Kobylin, Koźmin Wlkp. i Rozdrażew, natomiast pojedyncze turbiny stoją już we wszystkich pozostałych. Oczywiście powiatowi krotoszyńskiemu daleko do chociażby powiatu rawi-ckiego, gdzie liczba czynnych turbin wiatrowych idzie w dziesiątki, ale nawet tak małe nasycenie infrastrukturą wiatrową wywołuje napięcia społeczne, objawiające się w głośnych protestach mieszkańców miejscowości, w których w przyszłości wiatraki mają stanąć.

 Najgłośniejszym protestem w ostatnich czasach był program zrealizowany dla TVP Info przed  świetlicą wiejską z Trzemesznie w gminie Rozdrażew. Wybór miejsca nie był przypadkowy - to właśnie Trzemeszno wraz z Nową Wsią i Grębowem w planach gminy zaaprobowanych przez radnych jest docelową lokalizacją 13 turbin wiatrowych tworzących przyszłą Farmę Wiatrową Roz-drażew. Nie wszystkim to jednak w smak. Ukonstytuował się już kilka lat temu komitet protestacyjny, na którego czele stanął radny Dawid Bała, uparcie walczący o wstrzymanie inwestycji, która przynosi korzyści gospodarzom, którzy oddają grunty pod wiatraki (średnio 20 tys. zł), jak i gminie, która od każdej turbiny inkasuje podatek od budowli w wysokości ok. 40-60 tys. zł rocznie. Jak mówił radny Bała do kamer telewizyjnych, protestanci nie są przeciwni pozyskiwaniu energii z wiatru, lecz ich sprzeciw budzi zbyt bliska odległość turbin od  zabudowań mieszkalnych.

W gminie Koźmin Wlkp. działa 6 turbin wiatrowych położonych w Białym Dworze i Staniewie

 

Zwolennicy Bały to jednak mniejszość, choć bardzo hałaśliwa. Skupia co prawda kilku sołtysów i członków rad sołeckich, a nawet uzyskuje doraźne wsparcie 3-4 radnych, tym niemniej idzie wyraźnie pod prąd władz gminy, zwłaszcza wójta Mariusza Dymarskiego. Ten bowiem już kilka lat temu zdołał przekonać Radę Gminy, że zagrożenia płynące ze stawiania wiatraków są nieznaczne i do przyjęcia, natomiast korzyści wymierne - tak dla rolników, którzy sprzedają ziemię firmom energetycznym, jak i samej gminy, która uzyska wcale niemałe przychody z podatku od budowli. - Roczne wpływy z podatku od nieruchomości, jaki uiszczałby inwestor to około 800-900 tys. zł. Wpływy z wszystkich innych podatków w gminie Roz-drażew to około 2,5 mln. To ogromna kwota - mówił w programie na żywo telewizji TVP Info. Argument ekonomiczny jest zresztą często podnoszony przez samorządowców, skłonnych doutyskiwania nad kondycją finansową swoich małych ojczyzn. Wiceburmistrz Koźmina Wlkp. Jarosław Ratajczak mówi wprost: - Dla rolnika postawienie na jego gruncie turbiny  wiatrowej to intratny interes. Z kolei gmina ma z tego całkiem spore dochody, a nawet jest wyręczana przez inwestora z branży energetycznej w  niektórych zadaniach własnych, jak budowa dróg dojazdowych, z których korzystają przecież mieszkańcy. Jeżeli położyć to na szali, to pozytywów jest o wiele więcej od negatywów, których przecież nie ignorujemy.

Najważniejszym jednak argumentem przeciwników energetyki wiatrowej na terenie powiatu krotoszyńskiego są kwestie zdrowia. Argumenty są znane od lat i zadziwiająco podobne do tych, jakie swego czasu wysuwano pod adresem masztów telefonii komórkowej. Mowa więc jest o tym, że turbiny generują szkodliwe promieniowanie, zakłócają pracę niektórych urządzeń wspomagających pracę ludzkiego organizmu, np. roz-ruszników serca czy aparatów słuchowych, wreszcie są źródłem nieznośnego i dokuczliwego hałasu towarzyszącego ich pracy. Protestujący przywołują na podparcie swoich tez wyniki badań niezależnych ekspertów, którzy przytaczają szereg danych na rzekomą szkodliwość energetyki wiatrowej, w tym emisję fal niskoczęstotliwościowych. Jedną z takich opinii posługiwał się poseł Tomasz Dudziński z Prawa i Sprawiedliwościw swoim  liście do burmistrza Koźmina Wlkp.  z 28 stycznia br. Przypomniał on, że dr Nina Pierpont, czołowy autorytet naukowy przeciwników turbin wiatrowych, opisała już kilka lat temu tzw. syndrom turbiny wiatrowej, charakteryzujący się zaburzeniami snu, bólami i zawrotami głowy, szumem lub uciskiem w uszach, nudnościami, pogorszeniem ostrości    widzenia, tachykardią (przyspieszeniem akcji serca powyżej 100 uderzeń na minutę), rozdrażnieniem oraz problemami z koncentracją i pamięcią.  Te wszystkie argumenty znajdują uznanie wśród opozycjonistów, ale nie można powiedzieć, by były ignorowane przez władze gminne. One też zauważają, że prawdopodobnie turbiny stają za blisko zabudowań mieszkalnych, ale przypominają, że ostateczną zgodę na lokalizację wydają przecież mieszkańcy, którzy mają prawo do zapoznania się i wprowadzania uwag do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. A takich protestów odnotowano bardzo mało lub wcale.

W ostatnim czasie pojawiła się nowa broń w rękach przeciwników budowy ferm wiatrowych. To zapowiedziana przez rząd zmiana w przepisach dotyczących zasad lokowania i eksploatacji turbin wiatrowych.  To właśnie tym „atomowym” argumentem posłużył się szef powiatowego biura Wielkopolskiej Izby Rolniczej  Slawomir Szyszka, który przestrzegał wójta Rozdrażewa, że protestujący zawiadomili o „nieprawidłowościach” Ministerstwo Środowiska i to właśnie stamtąd należy spodziewać się odsieczy dla radnego Bały i jego stronników. Co ciekawe, nowe przepisy, o których coraz głośniej się mówi, włodarzom Rozdra-żewa i Koźmina Wlkp. jawią się jako interesujące, a nawet korzystne dla gmin. - Słyszałem o zamierzeniach rządu.

Ponoć rozpatrywany jest przepis, mówiący o tym, że turbiny mogą być stawiane w odległości nie 300-500 metrów, lecz 1,5-3 kilometrów od najbliższych zabudowań.  To może mocno przystopować rozwój energetyki wiatrowej, bo przecież trudno znaleźć  takie lokalizacje, a pamiętać należy, że jako państwo zobowiązaliśmy się do wytwarzania do roku 2020 minimum 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych. Teraz pozyskujemy w ten sposób zaledwie 15 proc. i nowe przepisy mogą bardzo utrudnić osiągnięcie zamierzonego celu. Jedno jest za to  pewne: podatek od nieruchomości odprowadzany do gminnej kasy przez inwestorów wiatrowych ma być znacznie wyższy. Teraz za budowlę podlegającą opodatkowaniu uważa się wieżę turbiny i jej podstawę, ale już nie śmigła i samą turbinę. Dlatego dostajemy za jeden wiatrak tylko 60 tys. zł rocznie. Teraz rząd chce, by za budowlę uznawać całą konstrukcję (a ta jest warta 2-3 mln zł), więc zamiast 60 tys. zł dostaniem 300 tys. zł za sztukę. Jestem rad z takiego rozwiązania - wyjaśnia wiceburmistrz Koźmina Wlkp. Jarosław Ratajczak.

Jak więc widać strony sporu obstają przy swoich racjach, ale paradoksalnie pogodzić je może Ministerstwo Środowiska kierowane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości.  Wiatraki staną dalej od wsi, gminy zarobią dodatkowe i   solidne pieniądze, idące lekko w miliony złotych, a powód do zmartwienia będą miały co najwyżej firmy energetyczne, które zarobią mniej niż do tej pory. Jest więc nadzieja. Wszystko jednak zweryfikuje najbliższy czas.

Komentarze (4)

  • ~przeciwnik ludz... 2016-03-03, 12:27

    Tylko idiota może wierzyć, że dochód gminy z postawionego wiatraku, to 60, a tym bardziej 300 tys. zł. Proponuję skontaktować się z tymi gminami, w których wiatraki już stoją i spytać, czy rzeczywiście tak się na tej inwestycji obłowiły.

    I jeszcze coś - prąd produkowany przez turbiny wiatrowe to najdroższy prąd jak jest w ogóle wytwarzany. bez dotacji nie mógłby być produkowany. A te dotacje, to nasze wspólne pieniądze:(

  • ~Olo 2016-03-03, 13:35

    A gdzie dopisek: tekst sponsorowany?

  • ~mlx 2016-03-03, 14:40

    "zamiast 60 tys. zł dostaniem 300 tys. zł za sztukę. Jestem rad z takiego rozwiązania - wyjaśnia wiceburmistrz Koźmina Wlkp. Jarosław Ratajczak". Głąb - nic nie dostaniecie, bo wiatraki przestaną się opłacać i nikt ich nie postawi. Dobry też jest fragment: "Teraz rząd chce, by za budowlę uznawać całą konstrukcję (a ta jest warta 2-3 mln zł)," - widzę, że ktoś nie ma pojęcia o czym pisze albo ma na myśli wartość wiatraka z tzw. szrotu.

  • ~Marek 2016-04-01, 12:22

    Jak ktos chce wiedzieć jeszcze więcej, to polecam biznesalert.pl - nikt lepiej o energetyce nie pisze a ich naczelny (Jakóbik) to ekspert jakich mało, polecam, bo temat ważny :)

By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.