Wiadomości

Niemcy bez winy za najazd fermy

Przemysł futrzarski często jest powodem protestów ekologów i miłośników zwierząt

Fot.: Łukasz Gdak

Przemysł futrzarski często jest powodem protestów ekologów i miłośników zwierząt

Po kilkunastu miesiącach śledztwa prokuratura umorzyła  sprawę międzynarodowego incydentu na fermie norek  w Granowcu. Nie udało się zebrać wystarczających dowodów, by komukolwiek postawić zarzuty.

Wydarzenia, które trafiły na czołówki polskich i niemieckich mediów, rozegrały się wieczorem  19 czerwca 2014 roku. Właściciel fermy zauważył, że w pobliżu kręcą się nieznajome osoby i filmują jego zabudowania. Wezwał policję, która wylegitymowała ,,obserwatorów’’. Byli to  kobieta i mężczyzna w aucie o niemieckich numerach rejestracyjnych. Okazali się obywatelami tego kraju. Wyjaśnili, że z zewnątrz realizują materiał o fermie.

Po pouczeniu interwencja się zakończyła, ale już niebawem do organów ścigania trafiło powiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wynika z niego, że sprawy poszły dużo dalej. Według zeznań właściciela, intruzi wyłamali trzy płyty betonowe w ogrodzeniu, wtargnęli do środka i wypuścili z klatek około 300 norek. Gospodarz miał zauważyć mężczyznę chodzącego  po fermie, który spłoszony uciekł przez dziurę w płocie, wsiadł do auta  i odjechał. Swoje straty właściciel wycenił na ponad 200 tys. zł. Część z wypuszczonych norek udało się mu złapać.

Szybko ustalono, że w aferę zamieszana jest grupa dziennikarzy gazety ,,Die Welt” i działacz jednej z niemieckich organizacji broniącej praw zwierząt, który najprawdopodobniej był pomysłodawcą całej akcji. Realizując reportaż o warunkach prowadzenia hodowli w Polsce Niemcy dotarli do  Granowca. Chcieli porozmawiać z właścicielem, ale spotkali się z odmową. Sam reportaż miał na celu zweryfikowanie wysuwanych przez stowarzyszenia ekologiczne zarzutów na temat warunków panujących na polskich fermach.

Wszyscy obywatele Niemiec zgodnie zeznali, że materiał kręcili tylko na zewnątrz fermy

Aby wyjaśnić wszystkie okoliczności zajścia, prokuratura wysłała wniosek o przesłuchanie w Niemczech świadków w drodze pomocy prawnej. Wszyscy zgodnie zeznali, że materiał filmowy  wykonywali tylko na zewnątrz fermy i nie widzieli, by ktoś uszkodził płot.

Prokuratura badała trzy wątki - zniszczenie mienia, znęcanie się nad norkami i naruszenie miru domowego po wdarciu się na prywatny teren. Ostatecznie wszystkie trzy umorzono z tego samego powodu.

- Brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Przebywający na miejscu policjanci nie zauważyli ani biegających norek, ani otwartych klatek. Ponadto przez wdarcie się należy rozumieć wejście z użyciem siły i przemocy - informuje zastępca prokuratora okręgowego Janusz Walczak.

Z takim orzeczeniem nie zgodził się poszkodowany. Złożył zażalenie, którym zajmie się sąd. Z właścicielem fermy w  Granowcu nie udało nam się porozmawiać. W roku 2014 był wiceprezesem Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. Jak się dowiedzieliśmy, obecnie nie pełni już tej funkcji.

Dodajmy, że na temat tej spektakularnej interwencji dwa lata temu szeroko rozpisywano się po obu stronach Odry. Niemieckie media mówiły o skandalicznych warunkach  hodowli, polskie natomiast alarmowały, że ,,niemieccy ekoterroryści’’ niszczą polski biznes.

Komentarze (6)

By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.